Blog osobisty, Macierzyństwo

Mama na etacie kontra mama na wychowawczym

Pisząc ten wpis ciągle zastanawiałam się czy nadałam mu właściwy tytuł. Czy mama na etacie musi stać w opozycji do mamy na urlopie wychowawczym? Myślę, że nie. Wpis jest raczej efektem wielu rozmów z wieloma mamami, które musiały niejednokrotnie podjąć trudną decyzję co dalej po urlopie macierzyńskim. Ja również przed takim dylematem musiałam stanąć. Ustaliliśmy, razem z mężem, choć ciężar tej decyzji jednak stał po mojej stronie, że zostanę z Jasiem w domu.
Czemu ta decyzja wiązała się z pewnym ciężarem? Pierwsze co nasuwa się na myśl to finanse. W dzisiejszych czasach, mając kredyt „do końca życia”, trudno jest żyć na poziomie all inclusive ;). Oczywiście to był żart. Niestety większość małżeństw jest w takiej sytuacji, jak w powiedzeniu: za biedny, żeby żyć, za bogaty, żeby umrzeć. Ponadto jeszcze nie przysługiwało nam wówczas 500+ na pierwsze dziecko. Jak, się okazało, żyjąc trochę skromniej i tak udało nam się m. in. pojechać na tygodniowe wakacje nad polskie morze. Jeśli mama jest trochę zaradniejsza, zawsze można na wychowawczym podjąć jakąś pracę.
Druga rzecz, która często dla kobiety ma istotne znaczenie, to co dalej z karierą zawodową i „wypadnięciem” z rytmu pracy, a niekiedy niestety, w ogóle z rynku pracy. Owszem, ja sama będąc na urlopie wychowawczym widzę, jak pewne przepisy czy praktyki zawodowe się zmieniają, sytuacja w pracy też nie zawsze jest stała. Ktoś może powiedzieć , że wszystko jest do nadrobienia. Aczkolwiek nie we wszystkich rejonach Polski sytuacja przedstawia się podobnie. W naszym, warmińsko-mazurskim województwie, częściej kobiety postanawiają wrócić do pracy, z uwagi na specyfikę naszego lokalnego rynku pracy.
Trzecia rzecz, która determinuje decyzję o wykorzystaniu urlopu wychowawczego to presja otoczenia, społeczne oczekiwania wobec współczesnej kobiety. I chyba dla mnie to było najtrudniejsze do przyjęcia. Dziś kobieta na rynku pracy powinna mieć „dwudziestoletnie doświadczenie zawodowe”, wykształcenie, odchowane dzieci, jeżeli są oraz mieć góra 35 lat 🙂 Ponadto musisz być matką Polką, która dba o dodatkowe zajęcia dzieci, o zdrowe i pełnowartościowe odżywianie całej rodziny, powinna być fit i eko. Jeżeli są takie mamy to podziwiam, choć z drugiej strony czy ta nasza niedoskonałość nie jest inspirująca i dająca możliwość do stałego rozwijania się.
Będąc już w ciąży, nieustannie słyszałam, że zmuszona będę zrezygnować z wszystkiego w co byłam zaangażowana, z mojego hobby, że trzeba będzie zwolnić. Owszem to poniekąd się stało i nie było to dla mnie zaskoczeniem, odbyło się to zupełnie naturalnie. W momencie, kiedy zbliżał się moment podjęcia decyzji co dalej, czymś zupełnie oczywistym stał się dla mnie argument, że trzeba wybrać coś najmożliwiej najlepszego dla Jasia. A bycie z mamą, przez okres pierwszych trzech lat dzieci, tak podają różne mądre książki, jest czymś najlepszym dla rozwoju dziecka. Po trzecim roku dziecko potrzebuje podobno już socjalizacji. Zatem tak się stanie… Moja teściowa też została ze swoimi synami w domu, co więcej zrezygnowała z pracy by zająć się domem. Z naszych rozmów wynikało, że nie żałuje dziś takiej decyzji. Moja mama również, po urodzeniu moich dwóch sióstr zdecydowała się na urlop wychowawczy, choć w latach 80-tych, wcale nie było tak łatwo. Urlopy macierzyńskie trwały zaledwie kilka miesięcy, a przed powstaniem Solidarności nie było urlopów wychowawczych, co istotne do przedszkoli przyjmowano tylko i wyłącznie dzieci, które miały ukończone już 3 lata. Jak się pojawiła taka możliwość sprawowania opieki nad dzieckiem, moja mama nie wahała się z podjęciem takiej decyzji. Zawsze powtarzała mi, a było nas czworo dzieci w sumie, że gdyby mogła z chęcią by z nami została dłużej. Niestety w tym przypadku też zaważyły względy finansowe. W takich sytuacjach najlepszą opcją jest: babcia, później niania i żłobek.
Ale, ale…Z babcią też różnie bywa. Można pewnie mnożyć argumentów za i przeciw, choć zdecydowanie uważam, że więcej jest za. Znam sytuacje, kiedy babcie wcale nie chcą być niańką swoich wnucząt, ale i takie, gdzie miłość do wnucząt staje się lovebombingiem i babcia stawia się w roli mamy wnuczka. Słyszałam też wiele komentarzy, po tym, jak zostałam w domu z synkiem, że po co zostałam, że moglibyśmy zarobić i odłożyć pieniądze na „coś”, że babcie pewnie bardzo by chciały się zająć wnukiem, że moglibyśmy z mężem gdzieś wyjechać, iść do teatru, kina, gdziekolwiek, że na pewno jest im teraz przykro, przy jednoczesnym mówieniu, co jako mama powinnam. Trochę bolało, nie powiem, takie ciągłe podsycanie poczucia winy. Z resztą odkąd jestem mamą czuję dość dobitnie presję na wiele rzeczy. Mąż mi często mówi, że niestety tak jest zawsze, tylko od nas zależy, czy będziemy zwracać na to uwagę. Nieustanie się tego uczę. Owszem nasze mamy były nawet gotowe na taką ewentualność, a dziś kiedy na prawdę mam kryzys zawsze mogę na nie liczyć.
Z mojego krótkiego bądź co bądź doświadczenia, uważam, że urlop wychowawczy to dobra decyzja. Jak Jaś troszkę podrósł, kiedy nie ma już problemu by z kimś go zostawić z najbliższych, powoli wróciłam do swoich ulubionych zajęć, swojej działalności społecznej. I niekiedy synek mi w tych przedsięwzięciach towarzyszy. Widzę zalety bycia mamą na wychowawczym. Jaś rozwija się spokojniej, bez pośpiechu, tym bardziej, że jest dość wrażliwym dzieckiem i ma bardzo duży dystans do nowopoznanych rzeczy czy ludzi, a może ludzi szczególnie. Uwielbia przytulać się, możemy całe dnie spędzać razem. Jest między nami ogromna więź, i za tatą również, bardzo tęskni i oczekuje  z niecierpliwością dźwięku przekręcanego zamku w drzwiach. Nie muszę na siłę uczyć go załatwiania się na nocniku.  Powoli sam próbuje jeść, w swoim tempie. Jak ma gorszą noc odeśpi, a ja przy nim.
Czy ja, jako kobieta czuję się obecnie spełniona? Myślę, że tak, jako matka z pewnością. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że zawsze jest tak cukierkowo. Czasami brakuje mi czasu dla siebie. Lubiłam ubrać się ładniej, założyć obcasy. Boję się, żeby nie stać się taką stereotypową, wyczerpaną i rozhisteryzowaną mamą, nieuczesaną w brudnych dresach. I tak niekiedy bywa. Wiem, że etap kiedy dziecko jest chodzącym układem pokarmowym, szybko minie, zaczną się może inne, pewnie trudniejsze rzeczy, jak wychowanie. Staram się zacisnąć czasem zęby i przetrwać to co trudne. Myślę, że ważne jest by mówić swojemu mężowi czy mamie, czy innej zaufanej osobie, że nie daje się w tej chwili rady, że potrzebujemy pomocy. Kiedyś i jeszcze czasami teraz odczuwam to jako osobistą porażkę, ale lepiej w tą stronę niż być wrakiem człowieka. Tego jestem pewna i wciąż się tego uczę. Ja mam tę pewność, w osobie swojego męża, że po wychowawczym urlopie musi być dobrze, że to co było przed ciążą nie musi być ostateczne, że może być coś nowego, a może lepszego. Zobaczymy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *