Macierzyństwo

Rozterki młodej mamy

KAŻDE POKOLENIE MA WŁASNY CZAS!

„Każde pokolenie ma własny czas

Każde pokolenie chce zmienić świat

Każde pokolenie odejdzie w cień (…)”

Za przytoczonymi słowami tej słynnej piosenki zespołu Kombii mogę się podpisać obiema rękami. Dodałabym tylko, że to pokolenie „odchodzące” (może za mocne słowo) często tak szybko wcale nie chce oddać pałeczki temu młodszemu pokoleniu. Zrozumiałe jest, że posiadają więcej doświadczeń, taką życiową mądrość, chcą ustrzec „młodych” od popełniania ich błędów. To tak popularna ostatnio „oczywista oczywistość”.

Niestety z własnego punktu widzenia, i to może zabrzmieć dość banalnie, nie da się przeżyć życia za własne dzieci. Od ponad roku jestem szczęśliwą mamą i skłonił mnie ten fakt do wielu przemyśleń na temat swojego dzieciństwa, bądź co bądź szczęśliwego. Już teraz wiem co z moich własnych doświadczeń chciałabym, wspólnie z mężem, przekazać naszemu synkowi, a czego się ustrzec. Jak się szybko okazało, nie jest to wcale proste. Raz, że niekiedy powtarzamy niechciane schematy zachowań, a dwa wspomniane „odchodzące pokolenie” nie ułatwia nam, podejmowania własnych decyzji. Macierzyństwo to piękny czas w moim życiu, zwłaszcza teraz kiedy mój synek jest jeszcze taki mały, rozkoszny i nawet jak daje się we znaki, to wystarczy jeden jego uśmiech i wszystko przechodzi w zapomnienie.

Trudne dla mnie okazało się zetknięcie się z faktem, że jak już zostałam mamą to ja gdzieś zostałam zepchnięta na drugi tor. Tak jak w ciąży czułam się niekiedy za bardzo rozpieszczana, tak teraz dookoła jest tysiąc doradców i co gorsza krytyków, którzy stale mówią mi i mojemu mężowi co powinniśmy robić. Wiem, że często wynika to ze zwykłej ludzkiej troski. W rozmowach z babciami naszego synka, szybko wyszło na jaw, że one też niemiały lekko. Chyba faktycznie każde pokolenie musi przez to przejść. Ile się teraz słyszy głosów na temat czapki u dziecka, gdy w końcu nadeszła wiosna z 20-toma stopniami temperatury. Albo: zakryj uszko, bo przewieje, a to daj mu coś słodkiego, przecież od razu nie przytyje; trochę soli nie zaszkodzi; przełóż w prawą rączkę to ciasteczko; o jaki leniuszek, jeszcze nie chodzi; teraz to tak naukowo podchodzi się do wychowania ect. ect. I co dziwne mówią to często obce mi osoby, ot tak napotkane na spacerze. Z najbliższymi jeszcze mogę podyskutować i zaznaczyć swoje zdanie.

Ktoś może mi zarzucić, że się czepiam, że za te trzydzieści lat mój syn też mi wytknie, że się wtrącam. Być może kto wie, jakie cechy na starość mi się uwydatnią (gdzieś wyczytałam, że te gorsze nasze cechy zachowania się wyostrzają, O zgrozo!). Podejrzewam, że za trzydzieści lat nauka dokona kolejnych przełomów w wielu dziedzinach i chwała za to. Moje dzisiejsze spostrzeżenia mogą drastycznie ulec zmianie albo się jeszcze bardziej pogłębią. O ile to ma być lepsze dla naszych dzieci i ich komfortu życia z zachowaniem zdrowego rozsądku, niech tak będzie. Żyjemy tu i teraz i to jest akurat nasz czas, mój i mojego męża i chciałabym więcej empatii i zrozumienia dla naszych decyzji.

Jak wcześniej wspomniałam, nie ma co się odrzekać od doświadczeń naszych bliskich, tylko brać z nich to co dla nas było szczęśliwe, właściwe i to uskuteczniać, ulepszać. Myślę, że to ma swoje przełożenie na wiele życiowych wyborów. Chciałabym, kiedy będę przekazywać już pałeczkę swoim dzieciom, żeby one liczyły na moje wsparcie i, żebym ja też umiała wycofać się tak by dać im szansę na przeżycie życia w zgodzie z sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *